wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 12

Słońce świeci mi prosto w oczy, przez co zaczynam się zastanawiać czy zasłaniałam wieczorem rolety. Jednak rozmyślania przerywają mi dwie umięśnione ręce oplatające mnie w pasie. Odwracam się w jego stronę i całuję mocno i namiętnie. Czuję, jak unosi mnie go góry i kładzie na swoim nagim torsie. Wtedy dochodzi do mnie, że nie tylko jego tors jest nagi, ale całe nasze ciała.

Przed oczami przelatują mi wydarzenia z przed wczorajszej nocy i pomimo wszystkich tych razów, kiedy to robiliśmy, na moje policzki znów wpełza rumieniec. Chłopak uśmiecha się czule i przyciąga mnie do siebie. Wzdycham w miejsce pomiędzy jego szyją a ramieniem uśmiechając się szeroko. Unoszę lekko głowę by zobaczyć te niebieskie oczy wpatrujące się we mnie z miłością i pożądaniem.


Minęło 20 lat od naszego spotkania w tamtej galerii. 20 lat od pokonywania amnezji. Kto by pomyślał, że pomimo tego czasu my nadal jesteśmy razem? Mieliśmy w życiu tyle bitew i wojen, że w głowie się nie mieści, a jednak tu jesteśmy.


Unoszę wzrok na okno, zaraz za górną ramą łóżka by w oddali zobaczyć zarys wieży Eiffla. Uśmiecham się szerzej na myśl, że jesteśmy tu już tydzień i jeszcze nic się nie stało, tak jak w tamtym roku w Grecji.


Słyszę głośny śmiech, dochodzący zza drewnianych drzwi sypialni tego letniego domku, który kupiliśmy kilka lat temu.


W ekspresowym tempie wychodzę z łóżka i szukam na podłodze mojej piżamy, a kiedy udaje mi się w niej wejść do łóżka, drzwi się otwierają i ukazuje się w nich Claire.
Ah tak. W czasie tych 20 lat dorobiliśmy się jak na razie piątki dzieci: 17 letniego Liama, 15 letnich bliźniaków Claire i Blaine'a, 10 letniego Ethana oraz 3 letniego Jackie'go. Tak wiem że tak właściwie mam już czterdziestkę ale za trzy miesiące świat ujrzy również wyczekiwana przez Claire mała siostrzyczka - Lizzie.


- Liam sprowadził jakąś francuską lasie do domu i teraz nie chce otworzyć drzwi, więc nie zdziwcie się jeśli za parę miesięcy dowiecie się, że jesteście dziadkami - warczy brunetka, krzyżując ręce na piersi.


Patrzę rozbawionym wzrokiem na mojego męża i zaczynam chichotać niekontrolowanie. Piętnastolatka patrzy na mnie jak na osobę, która uciekła z psychiatryka.


- Dla twojej wiadomości kochanie, ta twoja 'francuska lasia' jak to ujęłaś to dziewczyna twojego brata i nie nie zdziwimy się, ponieważ już wiemy, że będziemy dziadkami. Od jakiś dwóch miesięcy.


- Mamo! - słyszę wrzask swojego najstarszego syna i wtedy przypominam sobie, że nie miałam tego mówić dzieciom na co razem z Niallem zaczynamy się śmiać.


*~*

Budzę się naglę z pięknego snu czując silne ramiona obejmujące moje ciało. Odwracam głowę do tyłu, by zobaczyć śpiącego blondyna. Uśmiecham się szeroko, wtulam w jego ciepły tors i znów odpływam.

*~*

Soooo that's it.
Jak już wcześniej pisałam, że nie mam wgl weny, więc jeśli macie jakiś pomysł na kolejny rozdział, byłabym wdzięczna o napisanie o tym w komentarzu. Nie jestem pewna kiedy następny :/
Dostaliście tutaj taki "mały" spoiler z późniejszego życia Narrie.
Piszę to o 12.50 PM, co wy ze mną ludzie robicie.
Sorka, że takie krótkie :(

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Epilog

Carrie wstaje rano, przypomina sobie swoje życie i razem z Niallem żyją długo i szczęśliwie.

Dobra żartuje, a to tylko dlatego, że naprawdę nie mam pomysłu na następny rozdział :/ Dlatego jeśli macie jakieś propozycje proszę o pisanie ich w komentarzach. :*

niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 11

Thomas POV

To uczucie, kiedy wiesz, że nie możesz nic zrobić. To uczucie, które mówi ci że zawiodłeś po raz kolejny. Nie możesz nic poradzić na ból rozprzestrzeniający się w twoim sercu, a nawet po całym ciele.

Łzy powoli ciekły z moich oczu, gdy chodziłem w kółko pośrodku swojej komnaty. Świadomość niemocy pojawiająca się w moim umyślę. Wyjechała kilka tygodni temu, nie mamy z nią, ani z Danielem żadnych kontaktów. Nie wiemy gdzie są, a zrobiliśmy już wszystko co mogliśmy. Dzwoniliśmy, zgłosiliśmy na policje, szukaliśmy wszędzie, gdzie popadło, jednak nadal nie mamy nic.

Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, więc automatycznie odwróciłem głowę w tamtą stronę. Ujrzałem swoją babcię, która wcale nie przypominała kobiety, którą zawsze widywałem. Jej włosy, zawsze ułożone, teraz były zaniedbane. Pod jej oczami tworzyły się ciemne odznaczenia, a na pewno nie wyglądała na wypoczętą. Znając życie wyglądam tak samo. Westchnąłem cicho i znowu zacząłem krążyć po pokoju.

-Tommy, powinieneś odpocząć - szepnęła, a jej głos się załamał.

- I kto to mówi? Nie odpocznę puki jej nie znajdziemy. Najgorsze jest to, że nie możemy nic zrobić, tylko czekać - westchnąłem rozdrażniony. Poczułem ręce Elizabeth owijające się wokół mnie i chwilę po tym odpłynąłem w krainę Morfeusza.

Carrie POV

 Złączył nasze twarze w delikatnym pocałunku. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze, a w brzuchu pojawiły się motylki. Kiedy go odepchnęłam pogłębił pocałunek, powoli oblizując moje wargi prosząc o pozwolenie. Uchyliłam wargi, a jego język błyskawicznie wdarł się do moich ust.

Chwilę potem oderwaliśmy się od siebie, ale nie odsunęliśmy. Blondyn przyłożył czoło do mojego patrząc mi głęboko w oczy. Moje policzki oblał rumieniec, więc zawstydzona spuściłam wzrok na swoje stopy.

Przed oczami przepłynęło mi kilka niezrozumiałych obrazów. Zagryzłam wargę próbując rozgryźć co to mogło być, jednak nic mi nie świtało.

Poczułam dłoń na moim podbródku. Automatycznie uniosłam wzrok na te o odcieniu głębokiego oceanu, w którym niejeden człowiek mógłby utonąć.

-Stało się coś? - zapytał chłopak. Ja tylko pokiwałam przecząco głową i cmoknęłam w policzek na pożegnanie.

-Widzimy się jutro? - mruknęłam cicho.

- Jasne - wyszczerzył się.

Weszłam po cichu do domu, wiedząc, że w każdej chwili mogę zostać skarcona, za to co się przed momentem stało.

2 tygodnie później

Podeszłam do blondyna siedzącego przy 'stawie' i usiadłam obok.

Westchnęłam. Od paru dni śnią mi się różne rzeczy i nie mam zielonego pojęcia co to ma znaczyć. Potrzebuje czyjeś pomocy a Niall jak na razie nadaje się do tego najbardziej.

Chłopak zerka na mnie i chwilę później ląduje mocnym uścisku.
Chichoczę cicho i odsuwam się powoli.

- Co cię do mnie sprowadza? - pyta, a na jego twarzy widnieje szeroki uśmiech.

- Znasz mnie w miarę dobrze? - pytam.

-Mam taką nadzieję, a co?

- Odpowiesz mi na parę ważnych pytań. Jestem Carrie Ann Veronica Celine Winsdor, mam 19 lat. Prawda czy fałsz? - patrzę na niego z błaganiem w oczach.

Blondyn wygląda na zdziwionego, ale kiwa twierdząco głową. Powtarzam jego ruch sama do siebie wpatrując się w las po drugiej stronie zbiornika wody.

- Urodziłam się w Londynie. Moi rodzice zginęli kiedy miałam cztery lata. Teraz mieszkam z wujostwem. Prawda czy fałsz?

- Urodziłaś się w Londynie - prawda. Twoi rodzice zginęli jak byłaś czterolatką - również prawda. Ale nie mieszkasz z nimi, tylko z babcią i bratem.

Spojrzałam na niego zdezorientowana, bo nie pamiętam żebym miała babcię a brata to już w ogóle.

- Spotkaliśmy się wcześniej. Prawda czy fałsz?

- Prawda - wybuchnął śmiechem, przez co spojrzałam na niego jak na debila. - Wybacz. Księżniczka lubiła trylogię Igrzysk Śmierci, a tam jeden z głównych bohaterów zadawał takie pytania. Wiesz 'Prawda czy fałsz'.

Zmarszczyłam brwi, ponieważ kojarzyłam skądś tą nazwę. Westchnęłam cicho.

-Powiedz mi co o mnie wiesz, bo zdaję sobie sprawę, że ja mam amnezję i tego nie pamiętam.

Niall POV

Spojrzałem na nią z współczuciem. Powinienem jej powiedzieć? Nie... lepiej powoli.

- Urodziłaś się w wigilię. Masz starszego o pięć lat brata - Thomasa. Twoi rodzice zginęli w pożarze jednego z budynków, w którym często przebywali. Mieszkasz z babcią i rodzeństwem. Zawsze lubiłaś czytać książki zamiast oglądania filmów na nich opartych. Mówiłaś, że są to 'okrojone podróby'. Pierwszy raz spotkaliśmy się w 2012 na, prawdopodobnie, rozdaniu nagród. Byłaś tam wtedy z Sam. Pamiętam jak Tom znalazł was i siłą zaciągnął do samochodu, kiedy rozmawialiśmy - mimowolnie uśmiechnąłem się na to wspomnienie. To, jak próbowała mu się wtedy wyrwać, bo 'stoi przed miłością swojego życia' było jednocześnie komiczne i urocze. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. To jak jej później pilnowali, żeby nie wychodziła. - Wiem, że twój brat zawsze próbował odgrodzić cię od innych. Chciał cię chronić, bo wiedział, że może ci się coś stać. Zawsze wyręczałaś ludzi w obowiązkach i miałaś bliskie kontakty ze... - służącymi - to sunęło mi się na język, jednak udało mi się to pominąć. Opowiedziałem jej jeszcze to co wiem - ulubione rzeczy/ dania i tak dalej. Nie zauważyłem kiedy blondynka zasnęła, upadając na moje ramie. Przeniosłem jej głowę na moje kolana i zacząłem mimowolnie rozdzielać jej włosy na części, bawić się nimi.

Zastanawiałem się czy skoro dziewczyna nic nie wie, to nikt z jej tymczasowej 'rodziny' nie mówi jej co się dzieje? Spojrzałem na jej spokojną twarz, a później na pokryte gwiazdami niebo. Trzeba ją zanieść do domu.

Carrie POV

Obudziłam się, czując coś mocnego, niosącego mnie. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam blondyna, otoczonego milionem gwiazd. Jednak ten obraz znikł gdy wszedł do jakiegoś budynku, który - jak się okazało - był domem. Mojego wujka. Poczułam miękki materac pod sobą. Chłopak już miał wychodzić, więc zatrzymałam go cichym:

- Zostań, proszę - zdziwiłam się, na dźwięk mojego głosu, ale jeszcze bardziej kiedy usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka, a chwilę później poczułam oplatające mnie ręce.

środa, 20 stycznia 2016

Rozdział 10

Weszłam po cichu do domu, upewniając się, że jest dopiero 16.00. Wow, nie było mnie jakieś siedem godzin. Włożyłam rękę do tylnej kieszeni, wyciągając kartkę z numerami telefonów do chłopaków. Uśmiechnęłam się na dopiski obok numerów.

"Pisz do swojego pana ciastka o każdej porze" - Niall
"NIE WAŻ SIĘ PISAĆ DO MOJEGO LOUISA!" - Harry
"Będę wdzięczny jeśli nie podpiszesz mnie 'BooBear' w kontaktach" - Louis
"Daddy Direction zawsze do usług. Starajcie się nie przesadzać z Niallerem z tymi sms-ami ;)" - Liam
(Dobra ten akapit był głupi...xD I miałam ograniczyć relacje Lou i Harrego, więc to było ostatnie o nich wspomnienie 😂)

Zaśmiałam się kiedy kolejny raz czytałam wiadomość od Harrego, zastanawiając się po co mu te wielkie litery. Podniosłam wzrok z karteczki i rozejrzałam się po korytarzu. Wybrałam się do kuchni w poszukiwaniu Margaret, którą tam właśnie znalazłam. Robiła sos pomidorowy, prawdopodobnie do czegoś na kolacje. Odwróciła się wyczuwając moją obecność. Kiedy zobaczyła, że to ja uśmiechnęła się szeroko.
- Ciociu, chciałam zapytać, czy mogłabym dostać mój telefon z powrotem? - zapytałam, robiąc maślane oczka w jej stronę. Kobieta patrzyła na mnie przez dłuższa chwilkę, ale pokiwała głową, wychodząc z kuchni i idąc w głąb mieszkania. Kilka minut później wróciła z moim złotym IPhonem w ręku. Podała mi go posyłając mi przez chwilę piorunujące spojrzenie, ale zignorowałam to. Podeszłam do niej i w ramach podziękowania przytuliłam i pocałowałam w policzek.

Z uśmiechem na ustach skierowałam się w stronę mojego pokoju, powoli wpisując każdy numer po kolei. "Ciastek ♡, Hazza, HazzoBear, Lilamek :3". Otworzyłam uchylone dziwi nogą, a zamknęłam je, opierając się o drewnianą powierzchnie. Rozejrzałam się po purpurowym pokoju, a mój wzrok zawisł na łóżku. Od razu zrobiłam się śpiąca. Wyciągnęłam spod kołdry piżamę, wzięłam czystą bieliznę ze sobą i weszłam do łazienki z zamiarem wzięcia relaksującej kąpieli. Odkręciłam kurek, a do wanny zaczęła się lać woda. Rozejrzałam się w poszukiwaniu mojej soli morskiej. Kiedy ją znalazłam wsypałam odrobinę do ciepłej wody. Zapaliłam świeczki, które były tu od mojego przyjazdu i zgasiłam światło.

Kiedy wróciłam do pokoju było kilka minut po dwudziestej czterdzieści. Położyłam się wykończona na łóżku nie pamiętając kiedy odpłynęłam w Objęcia Morfeusza.

***

Obudziłam się o 8:12. Bez pośpiechu poszłam się ubrać i wyszczotkować zęby. Kiedy wróciłam do pokoju dosięgnął mnie dźwięk sms-a. Podeszłam do telefonu i odczytałam go.

Od: Ciastek ♡

Cześć księżniczko :) Jesteś w stanie ze mną gdzieś wyjść? Jeżeli nie śpisz oczywiście

Do: Ciastek ♡

Jak ładnie jesteś w stanie poprosić?

Od: Ciastek ♡

Bardzo proszę :) Muszę z tobą pogadać. Czekam w lasku

Do: Ciastek ♡

Okay, już idę

Zbiegłam ze schodów do kuchni aby zrobić sobie śniadanie. wyjęłam kromkę chleba z opakowania i posmarowałam dżemem.

- Wychodzę! - krzyknęłam, kierując się do drzwi. Usłyszałam krótkie "Okay" od wujka Daniela, więc założyłam buty i szybkim krokiem poszłam w stronę lasu. Truchtem dotarłam do "stawu" i widząc niebieskookiego podeszłam i przywitałam się.

- Hejka - mruknęłam, a on się zaśmiał. Powtórzył moje słowa i pociągnął mnie w stronę pobliskiego miasta. Szliśmy powoli, rozkoszując się ostatnimi promieniami słońca. No przynajmniej ja, skoro mamy już coś koło połowy października.

- Carrie? - usłyszałam dobrze znany mi irlandzki akcent. Mruknęłam coś w odpowiedzi. - Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?
- Przecież to robimy nie? - zapytałam zdezorientowana.
- Nie o to mi chodzi. Wiesz... randka albo coś w tym stylu?
- Oh, jasne. Nie ma problemu - uśmiechnęłam się szeroko.

Po kilku minutach spaceru, zawróciliśmy. Ciekawa jestem jak zareagują na to moja ciocia i wujek. W co ja się w ogóle mam ubrać?

- ... normalnie, to nie będzie jakieś poważne wyjście - spojrzałam dziwnie na blondyna, zaraz po tym dochodząc do wniosku, że nie usłyszałam początku zdania.

W naprawdę szybkim tempie doszliśmy pod dom mojej rodziny. Umówiliśmy się, że o 17.00 po mnie przyjedzie.

Wbiegłam do domu podekscytowana dzisiejszym wieczorem. Sprawdziłam godzinę na zegarku ściennym i doszłam do wniosku, że mam jeszcze cztery godziny.

Weszłam do jadalni, ponieważ zauważyłam, że ciotka nakładała obiad. Przywitałam się ze wszystkimi i zjadłam spaghetti.

Wbiegłam do swojego pokoju, żeby przejrzeć walizkę, której jakoś nie chciało mi się rozpakowywać. Znalazłam jeansy w dziurami i koszulkę w kratkę. Położyłam ubrania na łóżku. Miałam już zapinać torbę, ale zauważyłam szkicownik. Zajrzałam wgłąb i wyjęłam jeszcze kilka ołówków oraz kredki. Zaczęłam rysować pierwszą lepszą rzecz, która przyszła mi do głowy: owoc. Zeszło mi na tym kilka godzin, bo narysowałam o wiele więcej, ale przerwał mi dźwięk przychodzącego sms-a.

Od: Ciastek ♡
Jeszcze 10 minut i czekam pod twoim domem ;)

Do: Ciastek ♡
1. To nie jest mój dom
2. Już się nie mogę doczekać

Wstałam szybko z podłogi i poszłam się przebrać do łazienki.

*
Zbiegłam po schodach krzycząc krótkie "Będę późno" i wyszłam z domu. Zobaczyłam Niall'a stojącego przy samochodzie, więc podeszłam do niego i przywitałam się uściskiem.
- To gdzie mnie porywasz? - zapytałam podekscytowana.
- Niespodzianka.

Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera, a zaraz potem wsiadł za kierownicę. (Tak sobie teraz myślę o tym ruchu lewostronnym i dla mnie to dziwnie wygląda xD)

Gentelman się znalazł. Jak miło.

- Otwórz schowek, tam powinna być jedna z bandan Harrego. Przewiąż ją sobie na oczach, proszę?
- On to nosił na głowie?
- Z tego co pamiętam to nie. On nie ma wszy Carrie. Nic ci się nie stanie. No zakładaj.

Sięgnęłam ręką do schowka i wyciągnęłam czerwoną bandanę. Przewiązałam nią szczelnie oczy, tak żebym nic nie widziała.
- Widzisz coś?
- Światło... nie nic nie widzę - zaśmiałam się, a niebieskooki do mnie dołączył. Kilka minut później samochód się zatrzymał, ale nie mogłam zdjąć materiału.
- Wiem, że to będzie głupie, ale przynajmniej jestem kreatywny. Możesz zdjąć.

Zrobiłam to co mi kazał, a oczom ukazał mi się wielki namiot cyrkowy. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiesz, nigdy nie byłam w cyrku. To miło z twojej strony.
- Nie spodziewałem się, że będzie ci się podobać. To co idziemy?
Pokiwałam szybko głową.

*
- Naprawdę dobrze się bawiłam - powiedziałam, kiedy jechaliśmy z powrotem do posiadłości mojego wujostwa. Samochód się zatrzymał, a blondyn wyszedł by otworzyć mi drzwi. - A ten clown! Niby przedstawianie dla dzieci, ale było na prawdę świetne! - zaczęłam głośno chichotać.

Nagle poczułam gładkie dłonie na moich policzkach.
- Uwielbiam twój śmiech - spojrzałam głęboko w błękitne oczy chłopaka, który znacznie się do mnie przybliżał, aż poczułam jego usta na swoich.

*~*
Jak tam wrażenia po Narrie Kiss?

Doszłam do wniosku, że nie umiem pisać przemyśleń bohaterów *laugh emoji*. Ja w ogóle jakoś głupio piszę. Niech ktoś mi pomoże D: Poważnie mówię. Jakby ktoś był chętny to tu kontakt:

Instagram: camillathelover
Snapchat: carriethelover
Twitter: camilawoj
Kik: carriethelover

Doszłam to wniosku, że zrobię hashtag na tt do tego ff, więc: #LPff <-- zapraszam do tweetowania XD

Następny rozdział:
Wattpad - 3 gwiazdki
Blogger - 3 komentarze
Zależy co będzie pierwsze.

Więc miłego dnia/dobrej nocy!

PS. Wiecie, że nie mam pomysłu na nexta? D: A i jest nowy zwiastun XD

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 9

W tym opowiadaniu Louis i Harry są razem. Tak tylko ostrzegam ;)

Przyłapałam się na myśleniu o tym jaki seksowny i uroczy jest chłopak. Potrząsnęłam głową aby pozbyć się tych myśli.

- Więc chciałby... - zaczął blondyn, ale nie dane mu było dokończyć.
- Siemka! Ty to Carrie tak? Jestem Louis, a to reszta chłopaków z zespołu, czyli Harry i Liam. Kiedyś był z nami...
- Loueh wiem kim jesteście i że Zayn opuścił zespół. Pragnę was poinformować, że jestem fanką, więc wiecie - machnęłam ręką chichocząc pod nosem.
- Nie flirtować z moim chłopakiem! - wrzasnął Harry zza moich pleców.

Pokręciłam głową z uśmiechem i podniosłam się. Zaczęłam iść po brzegu.

- Hej gdzie lecisz? - zapytał blondyn.
- Zobaczyć jakie to...- wskazałam na zbiornik wody - to coś jest wielkie.

Zaczęłam iść w stronę oddaloną od "mojego" domu. Przed oczami przelatywały mi różnorakie obrazy. Tak jakbym już tu kiedyś była. Uczucie, które mi przy tym towarzyszyło było co najmniej dziwne. Takie ciepło na sercu kiedy próbuje wyszperać w pamięci czy te rzeczy się kiedyś zdarzyły. Dochodzę do wniosku, że tak. Jednak nie daje mi spokoju to nazwisko i to ja Sam wybiegła wtedy z pokoju. Powiedziałam coś źle? Wiem, że równie dobrze mogłabym zapytać o to któregoś z chłopaków, ale mam dziwne przeczucie, że nie powinnam. Czuję się oszukiwana pod każdym względem i na pewno nie bezpiecznie. 
- Uważaj, woda! - usłyszałam, a chwilę później zostałam odciągnięta od zbiornika. Spojrzałam na blondyna, który trzymał mnie w objęciach i wpatrywał się we mnie z dezorientacją.
- Dla... 
- Boisz... Ehhh... Znałem kiedyś dziewczynę, która bała się wody. To chyba z przyzwyczajenia. Tak mi się zdaje.
- Dziękuję - szepnęłam i uwolniłam się z jego objęć.
- Mogę cię gdzieś porwać? - zapytał, chwile po tym jak się odwróciłam. Odchyliłam głowę do tyłu.
- W sensie. Iść gdzieś... razem?
Blondas pokiwał głową i złapał mnie za nadgarstek prowadząc w głąb lasu. Zatrzymał się na chwilę i krzyknął do chłopaków, że będzie wieczorem.

Niall zaprowadził mnie do budki z lodami na obrzeżu miasta. 
- Truskawkowe? - zapytał, a ja uśmiechnęłam się do niego kiwając głową, a po chwili dodając "jeśli można".
Chwile później trzymałam rożka w dłoni. 
- Lubię twój uśmiech. Z nim na twarzy wyglądasz jeszcze piękniej - spuściłam głowę, czując rumieniec wpełzający na moją twarz i cicho podziękowałam. - Hej, nie chowaj się - złapał za mój podbródek i podniósł do góry. - Nie warto chować tak pięknej twarzy. A te rumieńce dodają ci uroku.

Poszliśmy do pobliskiego parku. Przysiadłam na trawie pod drzewem rzucającym cień na wszystkie strony. Chłopak usiadł obok mnie jedząc swojego czekoladowego loda. 
- Mogę pozadawać ci kilka pytań? - zapytał.
- Tak, tylko nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystko - drugą część powiedziałam ciszej.
- Podaj mi swoje pełne imię i nazwisko. Może datę urodzenia. Powiedz coś o sobie dobra? Chcę cię trochę poznać - uśmiechnął się.

Pokiwałam głową i wysiliłam swój umysł, abym mogła powiedzieć coś sensownego.
- Carrie Ann Veronica Celine Winsdor... a przynajmniej tak mi powiedziała kuzynka. Urodziny mam 24 grudnia. Mam 19 lat. Nie lubię mówić o sobie, więc pytaj.

Niall wyglądał na zszokowanego i zamyślonego jednocześnie. Tak jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. Ocknął się po paru sekundach, ale nic nie powiedział.
- Masz rodzeństwo?

Niall's POV

Dziwnie było robić dochodzenie, kiedy nie było się w straży królewskiej. Tak, wiedziałem, że Carrie jest księżniczką, ale musiałem się upewnić. Zadam jej kilka pytań, a jak będę pewien, że to ona to... no właśnie co ma zrobić?

- Brata - odpowiedziała. Chwile zajęło mi zorientowanie się, o czym mówiła. No tak przecież pytałem o rodzeństwo. - Dobra. Teraz ja pozadaje ci pytania - zrobiła zamyśloną minę, ale zaraz po tym wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem, na co i ja zacząłem chichotać.

- Rodzice? - zapytałem. Blondynka zawahał się na moment. Popatrzyła na mnie, tak jakby nie miała pojęcia o czym mówię. - Dobrze omińmy to. Jak brat ma na imię? - zapytałem. Byłem pewien, że nie będzie w stanie mi już na więcej odpowiedzieć. Ciekawy jestem jakimi kłamstwami nafaszerowało ją wujostwo. Miałem zaszczyt rozmawiać z jej kuzynką wiele razy. Wiem jaka ona jest. Nie jestem pewien jacy są jej rodzice, ale coś w środku mówi mi, że są tacy sami.

- Miałam ostatnio sen. Stałam tam z jakąś kobietą i patrzyłam na płonący budynek. Nie jestem pewna co to miało oznaczać, ale czuje to... tak jakby mama i tata tam wtedy spłonęli. Mieszkam teraz z ciotką, wujkiem i kuzynką - Sam. Rozmawiałeś z nią pod centrum handlowym kilka dni temu. Nie pamiętam imienia brata - jej głos załamał się przy wypowiadaniu ostatniego zdania, a ja siedziałem sparaliżowany. Miała sen, w którym widzi jak giną jej rodzice. 
Dobrze pamiętam ten dzień a raczej tą noc, ale nie sądziłem, że ona widziała ten budynek. I jeszcze królowa Elżbieta... To musi być trałma do końca życia.

Rozmyślanie przerwało mi ciche pociągnięcie nosem dziewczyny, która ze łzami na policzkach, wyglądała tak krucho. Jak mała bezbronna kuleczka.
Przysunąłem się bliżej, żeby ją objąć. Przyłożyłem nos do jej włosów i zacząłem wdychać niesamowity zapach świeżej gruszki. Mój ulubiony. Pogłaskałem Carrie po plecach w celu uspokojenia, lecz to nic nie dało. Dziewczyna wypłakiwała się w moją ulubioną koszulkę, ale szczerze mówiąc nie miałem jej tego za złe. Byłem szczęśliwy, że to ja mam za zadanie ją pocieszyć, opiekować się nią do puki nie wróci do domu.

- Nie płacz mała. Tak piękna dama nie może mieć tak pokaleczonego serca. Słoneczko uspokój się - wymsknęło mi się, ale dziewczyna zdawała się tego nie zauważyć. 
Szlochała jeszcze kilka minut, a później odsunęła się kawałek, ale nadal była blisko.
- Dziękuje - powiedziała. - Za to że jesteś tu ze mną i starałeś się mi pomóc.

Pokiwałem głową i znowu przytuliłem ją do siebie.

Carrie's POV

Starałam się udawać, że nie przejęłam się czułym słówkiem, ale tak naprawdę, kiedy je wypowiedział, moje serce zabiło dwa razy szybciej. Nie pamiętam, żeby ktoś kiedykolwiek mnie tak nazywał.

Mruknęłam zadowolona, wdychając ten cudowny zapach chłopaka. Czułam się winna za jego przemoczoną od moich łez koszulkę. Złapałam jej kawałek w rękę i zaczęłam się nią bawić.
- Kocham zapach gruszek - mruknął w moje włosy chłopak. Uśmiechnęłam się z dziwnym westchnieniem szczęścia, nadal gniotąc koszulkę w ręku. Spuściłam głowę, żeby popatrzeć co ja w ogóle z nią robię, co spowodowało wpadnięcie włosów do moich oczu. Poczułam dużą dłoń chłopaka odgarniającą kosmyki za moje ucho. - Masz gumkę do włosów? - zapytał cicho. Pokiwałam głową i wyciągnęłam przedmiot z kieszeni spodni. Niall złapał ją i zaczął pleść coś z moich włosów. 
Odkąd pamiętam lubiłam uczucie bawienia się moimi włosami, więc pomrukiwałam od czasu do czasu.
- Nie ciągnę cię? - zapytał, gdy zaprzestałam wydawać ten dźwięk. Odpowiedziałam krótkim 'nie' ponieważ było to spowodowane kończeniem jego "dzieła". Blondyn wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie tyłowi mojej głowy. IPhone został mi podany, a ja zobaczyłam fotografie, która przedstawiała coś na kształt dwóch warkoczy splecionych w kucyka na czubku głowy. Uśmiechnęłam się oddając Niallowi telefon i chwaląc go.

Chwile później wstaliśmy, by chłopak odprowadził mnie do domu.

*** Narrie! Yay! 
Jest to jak dotąd najdłuższy rozdział w tym opowiadaniu, z czego jestem dumna, bo normalnie trudno mi jest wyciągnąć 500 słów, a tu jest 1115 słów bez tej notki. 
Chciałabym przeprosić, że czekaliście tak długo, ale dziś sylwester, więc oto przedstawiam ostatni w tym roku rozdział Lost Princess!
~Hope you enjoy, Carrie ***

wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 8

Do pokoju małej dziewczynki wbiegło dwóch ochroniarzy. Podbiegli do niej i wynieśli z pomieszczenia idąc przez długi korytarz, który prowadził do ogromnego ogrodu na tyłach pałacu.

Mężczyźni ujrzeli starszą kobietę wpatrującą się w płonący budynek ze łzami w oczach. Obok niej stał starszy syn następcy tronu. Cóż teraz on sam został tym pierwszym w kolejce do władzy nad krajem.

Ochrona podała dziewczynkę kobiecie i odeszła mówiąc:
- Niech wasza wysokość się nie martwi. Oni będą bezpieczni.

- Carrie Ann Veronico Celine Winsdor! Jak możesz spać tak długo? Jest jedenasta! Już, wstawaj!

Tyle z mojego spania. Kiedy wróciłam wczoraj do domu, jeszcze długo nie mogłam spać. Próbowałam przypomnieć sobie rzeczy z przed wypadku, jednak przyśnił mi się tylko ten bezsensowny sen. Może on jest wskazówką?

- Zostaw mnie w spokoju, Sam...- mruknęłam w poduszkę i podjęłam próbę zaśnięcia od nowa. W pewnym momencie uświadomiłam sobie co ona właśnie powiedziała. - Zaraz! Z jakiej okazji "Winsdor"? Coś mi mówi, że to nazwisko naprawdę ważnej osoby.

Oczy mojej kuzynki rozszerzyły się na sekundę, a zaraz potem wybiegła z pokoju.

- Okay, to było dziwne.

Odwróciłam się z powrotem do poduszki i wtuliłam w nią głowę. Nie byłam w stanie zasnąć, więc zwlekłam się z łóżka. Wyciągnęłam czyste ubrania z szafy i weszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.

Dwadzieścia minut później byłam w kuchni czekając aż Margaret zrobi śniadanie. Dostałam naleśniki, które szybko zjadłam i po poinformowaniu ciotki, że wychodzę, skierowałam się w stronę lasu.

Będąc niedaleko stawu/ jeziora czy Bóg wie co to było, rozejrzałam się. Nie zauważyłam nikogo. Położyłam się na piasku i zaczęłam oglądać chmury. Uśmiechałam się do nieba jak głupia widząc dziwne kształty białych obłoków. Było dzisiaj bardzo słonecznie, czyli idealna pogoda dla innych. Szczerze mówiąc wolę zimę.

Podniosłam się gwałtownie słysząc głośne śmiechy. Zaczęłam się niespokojnie rozglądać po danym mi polu widzenia. Mój wzrok zatrzymał się na dobrze znanym mi blondynie. Uśmiechnęłam się na jego widok.

Za nim szło trzech chłopaków. Liam, Louis i Harry! O, pamiętam ich imiona. Może naprawdę coś sobie przypominam? Niall podbiegł do mnie i usiadł, naruszając moją przestrzeń osobistą.

- Hejka! Znowu się widzimy! - powiedział uradowany. Och... to znaczy, że mnie lubi?
- Ta... Liam, Lou i Hazz widzę z tobą? - oczy chłopaka rozszerzyły się podobnie jak te Sam. - Wszystko okay?
- Tak, przepraszam- potrząsnął głową.- A co do wcześniejszego pytania, to Harry dopytywał się gdzie byłem wczoraj w nocy i nalegał abym ich tu przyprowadził -zaśmiał się spoglądając na mnie.

Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam wpatrujące się we mnie brązowe oczy.

- Um... cześć Liam... - mruknęłam speszona.
- Hej! Czyli to ty jesteś Carrie? Niall strasznie dużo gadał o waszym wczorajszym spotkaniu.

Spojrzałam badawczo na zawstydzonego? blondasa. Uniosłam brew do góry. Wzruszył ramionami i zaczął się powoli podnosić. Wystawił do mnie dłoń. Ujęłam ją z wahaniem. Drgnęłam niezauważalnie na jego dotyk. Kiedy już go złapałam pociągnął mnie w stronę lasu. Weszliśmy do niego powoli, że tak powiem, "podziwjając" piękno przyrody. Stanęliśmy przed grubym drzewem, a chłopak westchnął.

- Nie mówiłem nic głupiego. Powiedziałem tylko, ż-że się s-spotkaliśmy.
- Niall, przecież ja nic nie mówię. Pociągnąłeś mnie w głąb lasu tylko po to, by mi to powiedzieć?

Blondyn skinął zabawnie głową, a ja mogłam dostrzec rumieniec na jego twarzy.

"On jest taki słodki"

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 7

Przez dobry tydzień siedziałam w domu, w swoim pokoju i wpuszczałam tylko Margaret z jedzeniem dla mnie. Sam się zmieniła. Coś w środku mi mówi, że kiedyś taka nie była. Nie chce mi nic powiedzieć, a najgorsze jest to że odcięła mnie od wszelkiego życia społecznościowego.

Siedziałam na łóżku patrząc w sufit. Może mogłabym uciec gdzieś na pole i posiedzieć sama na świeżym powietrzu? Zerknęłam na okno za którym robiło się już całkiem ciemno. Skinęłam głową i wstałam z łóżka podchodząc do niego i rozglądając się. Dostrzegłam potężną gałąź sięgającą do parapetu. Otworzyłam okno na oścież i wgramoliłam się na roślinę, która zachwiała się. Przez dobre pięć minut zostałam w bezruchu, modląc się żeby nie spaść. Kiedy się odstresowałam ruszyłam do pnia. Nie zauważyłam drugiej gałęzi, o którą się potknęłam i uderzyłam głową w gruby korpus (jeśli można to tak nazwać) drzewa. Szybko zeszłam na dół i wybiegłam z posesji w stronę pobliskiego lasu.

Idąc w nocy przez gaj odczuwałam dziwny niepokój. W oddali mogłam usłyszeć wycie wilków i huczenie sów. W oddali zobaczyłam łąkę z małym stawem w środku. Przy brzegu mogłam dostrzec sylwetkę człowieka. Już miałam odejść kiedy potknęłam się o kamień. Postać spojrzała w moim kierunku i po wstaniu zaczęła iść w moją stronę.

Houston mamy problem!

Szybko wstałam i otrzepałam tyłek z pisaku/ziemi/czegokolwiek co tam było. Zaczęłam cofać się powoli do tyłu. Odwróciłam się i zaczęłam biec. Na moje nie szczęście postać złapała mnie za przedramię i pociągnęła w swoją stronę. Zamknęłam oczy i spięłam się w oczekiwaniu na ruch z jego strony, jednak nic się nie działo.

Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam wpatrujący się we mnie ocean. Zaraz, zaraz. Ja ten kolor już gdzieś widziałam.
- Carrie? - zapytał męski głos. Otworzyłam drugie oko na irlandzki akcent.
- Niall? - rozluźniłam się, a chłopak mnie puścił. - Co ty tu robisz?

Szczerze mówiąc myślałam, że sławni ludzie muszą siedzieć 24/7 w mieście i udzielają wywiady. Cóż, znając życie się pomyliłam.

- Mógłbym zapytać o to samo - zaśmiał się. - Ale skoro już pytasz to byłem z resztą zespołu u rodziny jednego z nich. Nie mogłem spać więc przyszedłem tu. A ty?

- Mieszkam u kuzynki od prawie dwóch tygodni. Też nie mogłam spać więc oto jestem - uśmiechnęłam się szeroko. Obeszłam go i poszłam w stronę zbiornika wody. Usiadłam na piasku i spojrzałam w gwiazdy.

- Ktoś mi kiedyś powiedział, że każda gwiazda to jedna zmarła osoba - powiedział chłopak siadając obok mnie.
- Czy ty próbujesz cytować Króla Lwa? - zapytałam unosząc lewą brew do góry.
- W tej bajce coś takiego było? - zaczął się śmiać.
- Nie kłam, że nie wiesz - uśmiechnęłam się i położyłam, tym samym zakańczając rozmowę.

Czas leciał mi tak szybko, że nie zauważyłam kiedy zrobiła się 23.00. Chciałam wstać ale Niall złapał mnie za nadgarstek.

- Powiesz mi coś o sobie? - zapytał.
- Mogłeś zapytać wcześniej. Muszę lecieć - "odczepiłam" jego palce od mojej ręki i wstałam.

Skierowałam się w stronę domu. W pewnym momencie zatrzymał mnie głos Nialla krzyczący "Zobaczymy się jeszcze?", na co się zaśmiałam i odkrzyknęłam głuche "Mam nadzieję" i odeszłam.

~~~
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału ale musiałam pisać zaległe sprawdziany.

Zastanawia mnie czy ktoś to wgl czyta?

Do następnego
~Carrie